Mój bloog o tym, co zrobić, aby ludzie byli szczęśliwsi i zadowoleni z życia

Ile są warte nasze domowe śmieci? Jak zarobić na śmieciach?

Czy liczyliście kiedyś ile kosztują wasze śmieci i kto czerpie z tego zyski? Jak wpływa to na środowisko i dlaczego warto segregować swoje śmieci już w domu?

Jak zarobić na naszych domowych śmieciach?

Zacznijmy od tego ile kosztują nasze śmieci. Każdy z nasz płaci co miesiąc za śmieci około 10 złotych. Tak więc 4-osobowa rodzina płaci za śmieci 41 złotych miesięcznie. W skali roku jest to kwota 493 złotych, które płacimy za wywóz i składowanie śmieci w Inowrocławiu. Na wszystkim zarabia firma wywożąca śmieci (istne żniwa bo śmieci przybywa) i miasto, tzn. miejska spółka komunalna.

A teraz skutki ekologiczne. Nasze wysypisko śmieci rośnie, nadal segregujemy mały odsetek odpadów, a miasto nie wykorzystuje takich paliw jak: odpady organiczne czy biomasę. I tak za kilkanaście lat zabraknie miejsca na składowanie śmieci, a wysypiska będą jeszcze bardziej zanieczyszczać okoliczne tereny (nieprzyjemne zapachy, np. w Mątwach). Zwiększa się także niebezpieczeństwo chemicznego skażenia środowiska, np. rzeki, gleby, czy wód powierzchniowych. Mogą wyginąć niektóre gatunki owadów, zwierząt i ptaków. Wystarczy spojrzeć za okno i sprawdzić ile wokół naszego domu lata ptaków, dlaczego pewne gatunki wyprowadziły się na czystsze siedliska, poza miasto. Nieprawidłowe zabezpieczenie wysypiska śmieci powoduje takie skutki jak parę dni temu na Węgrzech. Przez głupotę zarządu huty aluminium zniszczono wszelkie życie biologiczne na bardzo dużym obszarze. Zanieczyszczono też wody Dunaju i jego dopływów. Na terenie w promieniu 30 lub 50 km od zbiornika „czerwonego szlamu” przez najbliższe 40 lat nikt nie może mieszkać, jeśli nie chce umrzeć na zatrucie chemiczne.

To były skutki ekologiczne, a skutki finansowe. Będziemy coraz więcej płacić za składowanie śmieci. Np. za 4 lata, zapłacimy za śmieci nie 10 złotych miesięcznie ale 25 złotych za osobę.

Będąc w Irlandii, Anglii, czy Niemczech zastanawiało mnie jak to jest, że samorząd lokalny dopłaca do segregacji śmieci, wręcz nakazuje ją. W zamian można uzyskać zwolnienia z podatku od nieruchomości lub dochodowego.

Sprawa jest prosta. Po co płacić za śmieci, skoro można segregować je i wtórnie przerabiać, nie wydając pieniędzy na budowę nowych wysypisk śmieci, składowanie ich i rekultywację terenów po wysypiskach. Wszyscy zyskują- miasta nie muszą budować nowych wysypisk śmieci, koszty wywozu śmieci spadają do minimum, a nam jeszcze zapłacą za segregowanie śmieci.

Ale jest coś jeszcze, co robicie np. z obierkami od ziemniaków, jabłek, wszelkich owoców, czy starego chleba? Zazwyczaj wyrzucamy je do zbiorczego śmietnika i lądują na wysypisku śmieci. Nie ma możliwości segregacji tych odpadków organicznych w Inowrocławiu. I tu jest właśnie problem. Te odpadki to czyste złoto. Wystarczy w całym mieście ustawić pojemniki do zbiórki i segregacji odpadków organicznych, przerabiać je w kompostowniach (tak samo jak biomasę) i mamy swój gaz, prąd lub energię cieplną do ogrzewania mieszkań. Kompostownie nazywamy też czasami biogazowniami. Według obliczeń szwedzkich firm i organizacji ekologicznych wystarczy zbudować dwie kompostownie i można zapewnić prąd lub gaz (ewentualnie ciepło) dla miasta lub gminy. Przerabiać można tam wszystko co jest organiczne, tzn. obierki od warzyw, owoców, gnojówkę, zmielone drzewa, obornik (lub gęsty osad z oczyszczalni ścieków), stare pieczywo, resztki ze stołówek, sprasowane liście, sprasowane skorupki oliwek, trociny, itd. Powstałym w ten sposób gazem można zasilać np. elektrociepłownie w Inowrocławiu (zamiast węglem), bardzo niskim kosztem ogrzewać mieszkania w mieście, czy wytwarzać prąd i sprzedawać go. Wtedy miasto mogłoby uzyskać niezależne tanie źródła energii, ciepła, gazu i sprzedawać jego nadwyżki lub zapewnić bezpłatne ciepło do bloków socjalnych. Mniejsze zanieczyszczenie środowiska CO2 to wolne limity CO2, które miasto mogłoby sprzedać na międzynarodowej giełdzie limitów CO2.

Oczywiście trzeba zbudować kompostownie, najlepiej za pieniądze unijne. Trzeba też przekonać mieszkańców Inowrocławia do segregacji śmieci na: szkło, papier, plastyk, odpadki organiczne i ustawić potrzebną liczbę odpowiednich pojemników (tzw. binów). Różnica między zwykłym binem na papier, czy szkło jest taka, że pojemnik na odpadki organiczne trzeba opróżniać co 12 godzin, najrzadziej co 24 godziny.

 

Procesu tego z natury nie da się przeprowadzić w kilka miesięcy, czy np. w rok. Sama budowa 4 kompostowni (liczba min. konieczna dla Inowrocławia) potrwa jakieś 3 lata (przyłącze i modernizacja elektrociepłowni następny rok), mając już zapewnione środki finansowe. Edukacja i uświadomienie mieszkańców miasta to następne 2-3 lata kampanii społecznych na rzecz środowiska. Kampanię tę można przeprowadzić jednocześnie z procesem budowy biogazowni.

Jeśli chcemy żądać od mieszkańców Inowrocławia, aby segregowali śmieci to trzeba zachęcić ich do tego, dając im „marchewkę”. Nic prostszego, wystarczy wprowadzić zwrot części podatku dochodowego i od nieruchomości dla każdego, kto będzie segregował śmieci i zwolnić z opłaty za wywóz i składowanie śmieci oraz odprowadzenie ścieków. Dla tych mieszkańców, którzy nie chcą segregować śmieci na 4 ww. rodzaje (bo akurat im się nie chce, tak im wygodniej) powinna obowiązywać 6-krotnie wyższa opłata niż teraz, tj. 66 złotych co miesiąc od osoby. Sprawdzaniem, czy mieszkańcy segregują śmieci zajmowałaby się specjalnie utworzona Straż Ekologiczna, złożona z ochotników i wolontariuszy. Może we współpracy z Instytutem Poszanowania Środowiska i Greenpeace Polska.

 

A jak jest teraz?

Płacimy za wywóz i składowanie śmieci, najczęściej nieposegregowanych. Duże pieniądze idą do kieszeni spółki komunalnej, zarządzającej wysypiskiem śmieci oraz do innych prywatnych firm, zajmujących się wywozem śmieci z naszych domów. Zatruwamy swoje środowisko i niszczymy je budują i powiększając wysypiska śmieci. Wydajemy swoje pieniądze, które idą na utrzymanie spółki komunalnej innych ww. podmiotów. Wkrótce budowa wysypisk śmieci to będzie najbardziej dochodowa branża, poza budową elektrowni atomowych. I tak marnujemy swoje pieniądze, utrzymujemy niepotrzebne etaty w samorządzie, a przede wszystkim zatruwamy swoje środowisko. Wspólnie możemy to zmienić.

Chciałbym przekonać wszystkich, aby poświęcając chwilę czasu na segregację domowych śmieci, pomyśleli o środowisku naturalnym i o tym, by było ono nieskażone i czyste. By przyszłe pokolenia wiedziały, że umieliśmy wykorzystać „naturalne złoto” - zwykłe śmieci do wytworzenia czystej i taniej energii odnawialnej. Że byliśmy na tyle rozsądni, by zadbać o swoje środowisko naturalne (swój dom, otoczenie) i żyć z nim w zgodzie, czerpiąc jednocześnie profity z ekologicznego i zdrowego trybu życia. Opłaci się zarówno naszej gospodarce (także lokalnie), jak i podniesie to komfort naszego życia.

Pesymiści i złośliwcy zapytają, a skąd pieniądze na takie inwestycje?

Przecież 4 biogazownie muszą kosztować dużo pieniędzy. Pieniądze są w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska. Nabór wniosków o dofinansowanie zacznie się w grudniu 2010 r., najpóźniej wnioski można składać do 5 stycznia 2011 roku. W tej transzy będzie do podziału 1 miliard 260 milionów złotych, w ostatniej transzy była to kwota około 1 miliarda złotych. Pojedynczy wniosek na kompostownie może opiewać na kwotę od 30 do 100 milionów złotych. Można uzyskać dofinansowanie w wysokości 70 % kosztów inwestycji. Z tych 70 % dofinansowanie, około 40 % kosztów inwestycji jest umarzana, a pozostała kwota jest oprocentowana jako pożyczka na bardzo niski procent. Są tez ułatwienia w staraniu się o pieniądze. Na początku wystarczy złożyć wniosek o dofinansowanie, następnie mamy rok czasu na uzupełnienie wszystkich dokumentów: pozwoleń środowiskowych, itd.

W Polsce zbudowano dotychczas 100 kompostowni, dalsze 200 jest w budowie. To mało, w Niemczech jest ponad 4 tys. kompostowni i ta liczba stale rośnie.

A więc pieniądze na budowę są, śmieci organicznych mamy dużo (zawsze możemy kupować od innych gmin, a w zamian sprzedawać im gaz i prąd), trzeba tylko wykorzystać tą szansę i zacząć zarabiać na tym, czego inni  jeszcze nie odkryli.